Tekst Utworu „Jak szczęśliwa Polska cała” 1. Jak szczęśliwa Polska cała W niej Maryi kwitnie chwała Od Bałtyku po gór szczyty Kraj nasz płaszczem Jej okryty. Refren: Matko Boska, Królowo Polska O Pani nasza Częstochowska. 2. W Częstochowie tron swój wzniosła Wielka, można i wyniosła Lecz najczulsza z matek ziemi Cierpi
Słowa piosenki „Jak zapomnieć” nuciła w 2004 roku niemal cała Polska. Utwór stworzony przez Łukasza Wółkiewicza i Krzysztofa Bączka z zespołu Jeden Osiem L błyskawicznie stał się hitem i podbił muzyczne listy przebojów. Czy muzycy z grupy wciąż nagrywają i koncertują? W ciągu tych kilkunastu lat w życiu artystów zaszły spore zmiany, o czym jakiś czas temu informowali. Zobacz, jak dziś wyglądają członkowie zespołu i co u nich słychać! Fenomen zespołu Jeden Osiem L W 1998 roku Marcin „Siwy” Siwek i Łukasz Wółkiewicz założyli zespół Jeden Osiem L. Pierwsze piosenki nagrywali na magnetofonie we własnym mieszkaniu w bloku przy ulicy Lotników w Płocku. W 2001 roku do zespołu dołączył Krzysztof Bączek, który przybrał pseudonim Chris Toffson. Tekst swojego największego hitu „Jak zapomnieć” napisali w kilkanaście minut przed blokiem. „Tak mi wyszło, bo poznałem taką dziewczynę, zakochałem się, ona też, potem się odkochała, ja też chciałem, ale nie mogłem”, tłumaczyli raperzy w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”. „Jak zapomnieć" szturmem podbiło polskie rozgłośnie radiowe. Z kolei płyta „Wideoteka”, zawierająca powyższy przebój, pokryła się złotem. Artyści na początku lat 2000 byli bardzo rozchwytywani. Zapraszano ich do różnych audycji radiowych i telewizyjnych, w tym do programu Kuby Wojewódzkiego. Pisały o nich zarówno czasopisma młodzieżowe, jak i opiniotwórcze tygodniki. Ponadto zespół intensywnie koncertował. Mieli okazję wystąpić u boku Maryli Rodowicz w programie „Muzyka łączy pokolenia”. W 2005 roku raperzy wydali album pt. „Słuchowisko”, zaś w 2007 roku krążek pt. „Nowy folder”. Jednak żaden z nich nie odniósł już tak spektakularnego sukcesu, jak debiutancka płyta. W 10. rocznicę powstania przeboju „Jak zapomnieć” muzycy nagrali płytę pt. „deKada”. Czytaj także: Aktorem został przez przypadek. Jak wyglądało życie Zygmunta Kęstowicza? Fot. Piotr Fotek/EastNews Zespół Jeden osiem L, Eska Music Awards Festival, Łódź, rok Zespół Jeden Osiem L spotkał się z ogromnym hejtem Każda sława ma też drugą stronę medalu. Oprócz zachwytów nad swoją twórczością panowie spotykali się z ogromną krytyką, która dziś nazwana zostałaby hejtem. O raperach zaczęto mówić, że są „zwiastunem końca „prawdziwego” rapu w Polsce i atakiem na hiphopową osiedlową kulturę”, donosiła „Gazeta Wyborcza”. Przejawy niezadowolenia wobec zespołu były widoczne również podczas koncertów. Zdarzały się sytuacje, że antyfani rzucali w muzyków jajkami, kamieniami czy też... cegłami! „Cały ten hejt był podsycany przez kilku mainstreamowych raperów. Garstka hejterów pod sceną potrafiła zryć banię i popsuć niejeden koncert. W wywiadach mówiliśmy wprawdzie, że mamy to gdzieś, ale prawda jest taka, że każdy z nas to jakoś na swój sposób przeżywał. Najbardziej chyba Siwy, bo on zawsze chciał robić bardziej uliczny rap”, zdradzili w rozmowie z gazetą. Czytaj także: Tak wygląda dziś życie Urszuli Sipińskiej. Jej obecna profesja nie ma nic wspólnego z muzyką... Fot. Piotr Fotek/EastNews Zespół Jeden osiem L, Eska Music Awards Festival, Łódź, rok Wielki powrót zespołu Jeden Osiem L Obecnie zespół Jeden Osiem L tworzy Łukasz Wółkiewicz, który odpowiada za teksty i wokal oraz Krzysztof Bączek vel Chris Toffson, który pełni rolę producenta i kompozytora. W 2018 roku nagrali singiel „Zanim wszystko stracę”, który do tej pory zgromadził na platformie YouTube ponad 3 miliony wyświetleń. „Tym razem mamy podejście na luzie. Bez spiny jedziemy sobie na koncert jak w piątek we dwóch na piwo. To znaczy jeździliśmy, bo jak w końcu zaczęło nam dobrze iść, to wybuchła pandemia”, stwierdził w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Chris Toffson. 7 maja 2021 roku zespół Jeden Osiem L wydał nową piosenkę pt. „O miłości do wolności”. Przez pół roku odnotowała na platformie YouTube ponad 670 tys. odsłon. W taki oto sposób opisują swój najnowszy numer muzycy: „Wolność. Zakochać się łatwo. Odkochać? Niemożliwe! Utwór opowiada o miłości do utracanej wolności rozumianej jako - sprawiedliwość społeczna, osobność, nieskrępowanie, odrębność, swoboda, niezależność, równość, niezawisłość, autonomiczność, demokracja, niepodległość, suwerenność, samostanowienie, samookreślenie, równouprawnienie, pluralizm, dowolność, wolność wyznania, autonomizm, prawo. Bardzo dużo dzieje się ostatnio w naszym kraju i na świecie. Dokąd nas to wszystko zaprowadzi? Czeka nas powtórka z rozrywki?", brzmi opis piosenki. Czytaj także: Była uczestniczka „Big Brothera” wyjawiła kulisy udziału w programie… Fot. Piotr Fotek/EastNews Zespół Jeden osiem L, Eska Music Awards Festival, Łódź, rok Łukasz Wółkiewicz i Krzysztof Bączek - życie prywatne Jakiś czas temu na Facebooku dziennikarki Justyny Sucheckiej pojawił się post z pytaniem „Czy ten gość z Jeden Osiem L już zapomniał?”. Takie właśnie pytanie kobieta usłyszała od młodzieży po jednym ze spotkań. Oczywiście odpowiedź na to pytanie nurtowała nie tylko młodzież, ale również samą dziennikarkę, do czego przyznała się we wpisie. Niespodziewanie, ku zadowoleniu wszystkich fanów, czekających ponad 17 lat na odpowiedź, głos zabrali autorzy hitu „Jak zapomnieć”. Pod postem dziennikarki pojawił się komentarz zespołu Jeden Osiem L, w którym przyznano, że nie udało się zapomnieć, lecz udało się coś zupełnie innego: „Nie udało się zapomnieć, ale udało się poślubić”, napisał raper. Ze słów autora tekstu Łukasza Wółkiewicza wynika, że zamiast na dobre zapomnieć o niewieście, o której tak namiętnie śpiewał, postanowił ją w końcu poślubić. Jego małżonką okazała się kobieta o imieniu Izabela. Para wzięła ślub roku. W dniu 10. rocznicy tego wydarzenia żona rapera opublikowała na Facebooku post. „ No cóż, ktoś mądry powiedział, że męża można nie tylko kochać, ale i lubić... Lubię i Kocham! 10 lat minęło... Bogatsza w doświadczenia, cięższa o parę kilo, szczęśliwa żona swojego męża - To Ja", napisała z dumą Izabela Wółkiewicz. Owocem miłości państwa Wółkiewiczów jest nastoletni syn Filip. Para bardzo mocno chroni swoją prywatność. Raper nie posiada nawet prywatnego profilu w mediach społecznościowych. Jedyny, jaki istnieje, to oficjalne konto zespołu Jeden Osiem L, z którego można się dowiedzieć, jak obecnie wyglądają muzycy. Po zdjęciach można wywnioskować, że panowie niewiele się zmienili. Łukasz Wółkiewicz dalej jest łysy, zaś Krzysztof Bączek wciąż nosi czarne włosy. Co istotne, Krzysztof Bączek również ułożył sobie życie prywatne. Obecnie wiedzie szczęśliwe życie u boku żony Magdy. Wspólnie wychowują syna Szymona. Czytaj także: Popularność przyniosła jej rola w 07 zgłoś się. Jak dziś wygląda życie Ewy Florczak?
18.Jak szczęśliwa Polska cała 1. Jak szczęśliwa Polska cała, W niej Maryi kwitnie chwała, Od Bałtyku po gór szczyty, Kraj nasz płaszczem Jej okryty. Ref.: Matko Boska, Królowo Polska, O Pani nasza Częstochowska. 2. W Częstochowie tron swój wzniosła, Wielka, można i wyniosła, Lecz najczulsza z matek ziemi, Cierpi razem z
1. Jak szczęśliwa Polska cała, W niej Maryi kwitnie chwała, Od Bałtyku po gór szczyty, Kraj nasz płaszczem Jej okryty. Ref.: Matko Boska, Królowo Polska, O Pani nasza Częstochowska. 2. W Częstochowie tron swój wzniosła, Wielka, można i wyniosła, Lecz najczulsza z matek ziemi, Cierpi razem z dziećmi swymi. Ref.: Matko Boska ... 3. Tyś cudami zajaśniała, Swoje serce nam oddała. Ludu Polski, dziecię drogie, Masz tu Matkę, szczęście błogie. Ref.: Matko Boska ... PiS zapowiedział, że od 1 stycznia 2024 r. 500 plus ma wynosić 800 zł. Opozycja chce wprowadzić te zmiany już od 1 czerwca. Niemcy mają podobne świadczenie dla rodziców w wysokości 250 euro. Jak szczęśliwa Polska cała – w niej Maryi kwitnie chwała! Maryja – Królowa Polski, zaprasza do swoich sanktuariów w wielu miejscach naszego kraju. Dziś 2 lipca aż w czterech ważnych miejscach są uroczystości w sanktuariach . A kolejne dni wakacji to kolejne wielkie i piękne przeżycia! Pierwsze miejsce, tak bardzo bliskie mi osobiście i bardzo ważne dla mężczyzn! To Kodeń i cudowny obraz Matki Bożej Kodeńskiej, uprowadzony z Rzymu w XVI wieku i od tej pory obecny na Podlasiu! Dla caratu był tak niebezpieczny że został aresztowany i zesłany do Częstochowy na ponad 50 lat. Dzieje obrazu Kodeńskiego i historia łask udzielanych poprzez Maryję w Kodniu to cudowna historia. Jej początku opisała Zofia Kossak w książce Błogosławiona wina, która polecamy każdemu. To piękna opowieść o wierze i nawracaniu, o wielkości Polski – sięgająca korzeni chrześcijaństwa europejskiego. W podpisie obrazu występuje tytuł Matka Boża Gregoriańska, de GVADELUPE. W Sanktuarium Kodeńskim czczona jest jak Matka jedności, jedności i pojednania których tak bardzo nam potrzeba i w naszych rodzinach i w Polsce, i w świecie. W Kościerzynie na Pomorzu pielgrzymów zaprasza Maryja Królowa Rodzin – jakże nam bliska. W Tuchowie trwa Wielki Odpust Tuchowski od 1 lipca do 10 lipca – a 2 lipca jest święto MB Tuchowskiej. Matka Boża Tuchowska trzyma w prawej ręce różę, symbolizującą czystość. Przez ten atrybut łączy się z tradycją różańcową. Wszak słowo różaniec pochodzi właśnie od róży. Odmawianie różańca porównywano do ofiarowania Matce Bożej róż. Maryja w Licheniu czeka na rzesze pielgrzymów codziennie i codziennie zaprasza!. A właśnie dziś jest jej uroczystość patronalna w Licheniu. To Matka polskich losów i pragnień, Matka walki o wielką Polskę, Polskę ducha i miłości, solidarności i Miłosierdzia, o Polskę katolicką. Maryjo Królowo Polski - módl się za nami.
Jak szczęśliwa Polska cała. Magdalena Pawlica 10 listopada 2015. Share. Zakończony przed paroma dniami różańcowy miesiąc październik, zbliżające się Święto Niepodległości, wreszcie ważny moment dla polskiej państwowości – wybory parlamentarne i tworzenie nowego rządu. Te wszystkie okoliczności powodują, że polscy
tekst pieśni Jak szczęśliwa Polska cała nagranie audio Jak szczęśliwa Polska cała Jak szczęśliwa Polska cała poznaj inne pieśni religijne Jak szczęśliwa Polska ( 14 vote[s]

Rozradowuje się Polska w atmosferze tej modlitwy. Staje się spokojniejsza, szczęśliwsza. Radość budzą modlące się przed Maryją serca polskie i umysły polskie, czyli te, które wiedzą o sobie, że są polskie, które to akceptują, które się z tego cieszą i które chcą ducha Polski współtworzyć. Przywołuję tu świętość

Agnieszka Wilczyńska, Wojciech Młynarski i Janusz Szrom w Teatrze Ateneum, 2011 r. Fot. PAP/G. Jakubowski Literacki tekst, dobra muzyka, zręczne aranże decydują o poziomie płyty - mówi wokalistka jazzowa Agnieszka Wilczyńska, która w sobotę wystąpi z koncertem „Tutaj mieszkam” na NOVEJ Scenie Teatru Roma. Artystka interpretuje teksty Wojciecha Tytuł pani pierwszej autorskiej płyty brzmi "Tutaj mieszkam". Czy chodzi tu tylko o adres, czy może też o określenie siebie, swojej tożsamości? Agnieszka Wilczyńska: Jest to przede wszystkim tytuł jednego z utworów nagranych na płycie - "tytułowego” utworu, ale naturalnie odnosi się również do bliskich mi miejsc: mojego miasta rodzinnego Szczecina i Warszawy, z którą jestem obecnie związana. Można jednak ten tytuł odczytywać i w pewien symboliczny sposób; mówiący o rodzaju wrażliwości, charakterze muzyki, stylu piosenek, o tekstach. Mogę powiedzieć, że tekst i muzyka są równie ważne i wiele mówią o mnie, o tym "gdzie mieszkam". PAP: Płyta ma wyraźnie określony charakter, jest jednorodna stylistycznie. Na przykład wszystkie piosenki są do tekstów Wojciecha Młynarskiego. Ale nie są to te najbardziej znane jego teksty. Nie mogą być znane, ponieważ są to teksty, które Wojtek Młynarski napisał specjalnie dla mnie. I one teraz rozpoczynają swoje publiczne życie artystyczne. PAP: Jak do tego doszło? Jestem dumna i szczęśliwa z tego powodu, że obok takich artystów jak Andrzej Zaucha, Hanna Banaszak czy Ewa Bem, którzy zostali przez Wojciecha Młynarskiego obdarowani tekstami, i ja się znalazłam. I tak jak to jest w jednej z piosenek "mam je na własność". To ja wykonuję je po raz pierwszy i mogę je po swojemu interpretować, nadać im życie. A stało to się tak. W 2010 r. zostałam zaproszona do nagrania płyty pt. "Pogadaj ze mną; z kompozycjami Włodzimierza Nahornego do tekstów Wojciecha Młynarskiego. Pracowaliśmy przy realizacji nagrania, razem z wykonawcami z Januszem Szromem, Zbigniewem Zamachowskim, Kayah. Kompozycje Włodzimierza Nahornego zaaranżowali Krzysztof Herdzin i Andrzej Jagodziński. Przez parę lat jeździliśmy z koncertami prezentując ten album. W koncertach brał udział Wojciech Młynarski, jako mistrz ceremonii błyskotliwie, dowcipnie i zarazem w sposób zachęcający publiczność do refleksji prowadził koncerty. Wtedy się bliżej poznaliśmy, zaprzyjaźnili. I pewnego wieczoru Wojtek spytał, dlaczego nie nagrałam dotąd swojej solowej płyty. Tłumaczyłam, że nie mam czasu, nie mam tekstów. Młynarski na to powiedział: "no to ja Ci napiszę te teksty". Po dwóch tygodniach napisał cztery piosenki, później w rezultacie powstało ich czternaście. Jedenaście znalazło się na płycie "Tutaj mieszkam", trzy utwory zachowuję, być może jako "zaczyn" przyszłego albumu. PAP: Wojciech Młynarski napisał dla pani, ale też trochę i o pani. Teksty te mają bardzo osobisty charakter. Przez lata wspólnych koncertów dobrze się poznaliśmy; Wojciech Młynarski, który jest doskonałym obserwatorem i komentatorem zawarł w swoich tekstach kilka wątków, które w pewien sposób mnie charakteryzują. Dlatego te piosenki są mi bardzo bliskie. PAP: A jak powstawała muzyka do tych literackich perełek? Autorami muzyki są Włodzimierz Nahorny, Włodzimierz Korcz i Jerzy Duduś Matuszkiewicz oraz Andrzej Jagodziński, z którym mam przyjemność pracować już od dwunastu lat, z którym wspólnie koncertowaliśmy i w Carnegie Hall i w Chicago, i na Tajwanie. Dużo się nauczyłam pracując z trio Andrzeja Jagodzińskiego. Dobrze nam się grywa i bywa ze sobą. PAP: "Nie jest źle, co tu kryć, w dobrym towarzystwie być!" - śpiewa pani w jednej piosence. Towarzystwo, jak wiadomo, w jazzie się liczy... Wspominałam już o Włodku Nahornym, Andrzeju Jagodzińskim, ale występowałam i zaprzyjaźniłam się też z Januszem Muniakiem, niesamowitym muzykiem i człowiekiem. Pamiętam jak podczas Jazz Campingu Kalatówki prowadził nocne jam sessions. Był wspaniałym liderem i miał ogromny wpływ na młodych muzyków, inspirował i był ich mentorem. Ogromnie go brakuje. PAP: Nie ma dobrej płyty bez ciekawej, oryginalnej aranżacji utworów... Do opracowania aranżacji zaprosiłam Andrzeja Jagodzińskiego i Michała Tokaja, z którymi często koncertujemy. To wybitni muzycy, myślę, że aranże wypadły pięknie. PAP: Najbliższy koncert w Teatrze Roma... Na NOVEJ Scenie Teatru Roma przedstawimy program z całej płyty "Tutaj mieszkam". Towarzyszyć mi będą dwaj pianiści Andrzej Jagodziński i Michał Tokaj, na kontrabasie Adam Cegielski, a na perkusji Łukasz Żyta. Andrzej Jagodziński zagra również na akordeonie. PAP: Trochę odchodząc od tematu płyty i koncertu… ma pani za sobą debiut aktorski. Był to spektakl muzyczny "Listy na wyczerpanym papierze". Na Scenie Kameralnej Teatru Polskiego rozgrywał się burzliwy związek Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory - dwóch legend polskiej piosenki poetyckiej. Spektakl powstał na podstawie listów zebranych i wydanych w formie książki przez Magdę Umer, która pisała o tym niezwykłym romansie: „Trafił swój na swego. Takie talenty, takie urody, takie inteligencje i takie poczucie humoru zdarzają się raz na 100 lat. Obydwoje byli dziećmi szczęścia obdarzonymi przez los więcej niż talentem. (...) z tej dziwnej miłości powstały najpiękniejsze piosenki”. To przedstawienie znakomicie oddawało zarówno klimat lat sześćdziesiątych, jak i nastrój tamtych piosenek. Było to dla mnie bardzo ciekawe i rozwijające doświadczenie. PAP: A kto grał Jeremiego Przyborę? Spektakl był muzyczną opowieścią, stworzoną przez młodą reżyserkę Lenę Frankiewicz. Na scenie było nas czworo, Rafał Królikowski i Paweł Ciołkosz grali Jeremiego, a Lidia Sadowa i ja wcielałyśmy się w Agnieszkę. Premiera odbyła się 21 września w 2013 r. i graliśmy to przez dwa sezony. PAP: Podobno pani, wrażliwa interpretatorka lirycznych piosenek, jest też surowym pedagogiem? Pracę pedagogiczną rozpoczęłam od razu po skończeniu studiów na Wydziale Jazzu i Muzyki Estradowej Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach, mojej macierzystej uczelni. Obecnie wykładam wokalistykę jazzową w Zespole Państwowych Szkół Muzycznych im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Nie jestem surowym nauczycielem, ale wymagającym. Dużą wagę przywiązuję do techniki wokalnej i pracy nad emisją głosu, staram się również uwrażliwiać młodych ludzi na tekst. Rozmawiała Anna Bernat (PAP) Agnieszka Wilczyńska (rocznik 1974) to absolwentka Państwowej Średniej Szkoły Muzycznej w Szczecinie oraz Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach. Laureatka wielu nagród, w tym Fryderyka w 2016 r. Występowała na festiwalach: JazzPol Festival, Jazz Jamboree, Jazz Forum Festiwal, Pomorska Jesień Jazzowa, Złota Tarka oraz Jazz Hot Spring Festiwal. Na swoim koncie ma dwie Złote płyty: „Pogadaj ze mną” (muz. Włodzimierz Nahorny, sł. Wojciech Młynarski) oraz „Krzysztof Komeda” z serii „Wielcy Kompozytorzy Filmowi”. abe/ agz/
Trochę wspomnień – historia Szczęśliwej 13. Pomysł zorganizowania biegu Szczęśliwa 13 podsunął nam Radosław Sekieta. To On – wraz z Agnieszką Mikulską zorganizowali pierwszą edycję biegu. Oni są dobrymi duszkami naszej Szczęśliwej 13. W czasie pandemii bieg odbywał się wirtualnie.
recenzje / ESEJE Magda Heydel Recenzja Magdaleny Heydel z książki Kona ostatni człowiek Anny Świrszczyńskiej. Biuro Literackie kup książkę na Świrszczyńska to wyzwanie, bo jednoznacznie i niezależnie mówi swoje. Przede wszystkim o ciele kobiety: jego bólu, upokorzeniu, rozkoszy. Czy te wiersze może zrozumieć mężczyzna? Z Anną Świrszczyńską jest kłopot: niby wiadomo, kim była, co pisała i jak żyła, a jednak jej życie i dzieło wymyka się językom krytycznego opisu. Dzieje się tak nie dlatego, że było to życie szczególnie ekscentryczne i dzieło szczególnie ciemne. Przyczyna leży po stronie matryc myślowych i emocjonalnych, które bronią dostępu do jej wierszy. Myślimy: liryka kobieca, tematyka wojenna, Powstanie, artystka zaangażowana… Niedopasowanie tego szablonu jest tym wyraźniejsze, że Świrszczyńska nigdy nie była poetką buntu twórczego, nie interesowało jej otwarte występowanie przeciwko istniejącym modelom pisania i czytania lub batalie w obronie własnej, niedocenionej linii artystycznej. Była wolna: nie bała się pisać tak, jak chciała, a zarazem nie zajmowała się, jak byśmy dziś powiedzieli, autopromocją. Gdybym miała krótko powiedzieć, jaka była, użyłabym dwóch przymiotników: odważna i wstrzemięźliwa. AMORALNE ZWIERZĄTKO Wielkie bum nastąpiło w 1972 r., kiedy ukazał się tom Jestem baba. „Co za prowokacyjne wyznanie, umieszczone w dodatku w tytule zbioru poezji! Nie wierzyłem własnym oczom, kiedy odczytałem nazwisko autorki. Annę Świrszczyńską moja pamięć wzruszeniowa przechowuje z ciepłym uczuciem jako poetkę bardzo czystego, odległego od bezpośredniości doznań, artystostwa. (…) Jeszcze żadna kobieta, jak poezja poezją, nie odezwała się tak dobitnie” – pisał w reakcji na tę książkę Zbigniew Bieńkowski. Rzeczywiście. Choć nie w wyznaniach rzecz i nie one wzbudziły konsternację. Ta książka dotyka dwóch nietykalnych tematów: przemocy wobec kobiet i kobiecego erotyzmu. Przemoc, u Świrszczyńskiej opisana przy pomocy wierszy-migawek z codziennego życia, wtedy, w świecie systematycznie celebrującym Dzień Kobiet, nie miała prawa wstępu do oficjalnego języka. Pijacy maltretujący żony i dzieci; pogardzane, porzucone stare kobiety; śmiertelnie zmęczone robotnice; rodzące odarte z człowieczeństwa. Od tych obrazów lepiej odwrócić wzrok, to nas nie dotyczy, my się tak nie zachowujemy – tak się zachowywała milcząca większość. Druga przestrzeń, ujęta przez Świrszczyńską w trzy wieloczęściowe poematy, to także widok kobiecej cielesności, ale opowiedzianej przez rozkosz i poczucie władzy. Tu kobieta mówi do swego uda: „Najwyborniejsza uroda mej duszy/ nie dałaby mi żadnego z tych skarbów,/ gdyby nie twój jasny, gładki wdzięk / amoralnego zwierzątka”. Poetka, o zgrozo, nie pseudonimuje, nie chowa się za miękkimi metaforami, pisze wprost o dawaniu i odbieraniu rozkoszy, o tym, co robią i co czują ciała, szuka w ciele siebie, odkrywa świadomość niezależnej kobiety. Miłość i jej ekstazy rozgrywają się w ciałach, tak samo jak szczęście czy tęsknota. Świrszczyńska pokazuje, że w ciele jest życie, ale że rozgrywa się w nim także śmierć. Radykalny projekt kobiecej cielesności obecny był u Świrszczyńskiej już wcześniej. W tomiku „Wiatr” (1970) dominującym motywem jest cierpiące ciało ludzi starych i chorych, opuszczonych, wstrętnych. Obok nich znalazły się opisy towarzyszenia umierającej matce i rodzenia córki: krew płynąca spomiędzy nóg to znak i jednego, i drugiego. Te pozbawione egzaltacji wiersze oszczędnymi ruchami ołówka („Moje cierpienie to ołówek,/ którym piszę”) przekreślają mity, którymi osłania się nagość najdosłowniej skrajnych momentów życia. Nie przekreślają natomiast tego, co jest tu w samym centrum, ale zwyczajnie pomijane w imię wartości wyższych – a więc ciała i podmiotowości kobiety. Kobieta, poniżona na stole ginekologicznym „jak padlina”, walczy o siebie, o ocalenie resztek godności, a potem i o to, by nie dać się pożreć macierzyństwu, nie zniknąć jako „ja”, choć przeciwko niej jest jej własne serce, „tresowane przez tysiąclecia/ w okrutnej cnocie ofiary”. Owe tysiąclecia w zawrotnym skrócie notuje Świrszczyńska w zbiorku Czarne słowa (1967). Te „stylizacje murzyńskie” kondensują życie człowieka do bazowych odczuć cielesnych, uzupełnionych jeszcze o głód: stary człowiek modli się, by przed śmiercią raz jeszcze mieć pełny brzuch; kobieta rodzi dziecko w czasie suszy, kiedy nie ma mleka w jej piersiach. Jeśli spojrzeć na cykl Czarne słowa z perspektywy kolejnych tomów, widać, że te awangardowe, rytmiczne, prymitywizujące stylizacje nie były, jak pisali krytycy, przejawem zainteresowania egzotyką, ale próbą zbudowania odartego z konwenansów języka cielesności, który by pozwolił zedrzeć oddzielające nas od ciała kulturowe zasłony. JUTRO NAS SKOŃCZĄ Tom Jestem baba jest przełomowy w rozwoju poetyckiego projektu Świrszczyńskiej, ale nie zamyka go ani nie wieńczy. W roku 1974 poetka publikuje swoją najsłynniejszą książkę – Budowałam barykadę, poetycką kronikę Powstania Warszawskiego, w którym brała udział jako sanitariuszka. Powstanie Warszawskie to temat w czasach PRL wprawdzie „trudny”, jednak przynajmniej z pozoru nie „nieprzyzwoity” – w sensie, w jakim „nieprzyzwoite” były wcześniejsze wiersze, opisujące przemoc i seks. A Świrszczyńska, przyjmując perspektywę codzienności zwykłych uczestników Powstania, pozornie uwolniła swoje teksty od ideologicznych i historycznych ocen. Obraz Powstania jest jednak szokujący i porażający właśnie dlatego, że przesuwa akcent z uogólnień na konkretnych ludzi poddanych niewyobrażalnemu cierpieniu, a narrację prowadzi z punktu widzenia kobiety, która musi szeroko otwartymi oczyma patrzeć na ludzkie ciało w sytuacjach skrajnych. Bohaterstwo ma tu wymiar pokonywania strachu przez „knajpiarza, kochankę jubilera, fryzjera”, którzy pod ostrzałem budują barykadę, czy przez łączniczkę, która oduczyła się jeść i spać. Podłość to kradzież połcia mięsa albo czekanie na śmierć starej kobiety, która ma w sienniku dolary. Chęć życia dzieli się z wszami pod bluzką, strach przez śmiercią tłumi alkoholem, a silniejsza niż wszystko potrzeba bliskości tętni w słowach dziewczyny do chłopca: „Chodź do piwnicy,/ tam nie ma nikogo./ Jutro skończą nas Niemcy” albo sąsiadki do sąsiada: „Odkąd męża zabiło, nie sypiam (…) mam po mężu papierosy, proszę pana,/ pan zajdzie wieczór”. Najmocniejszą jednak część tomu stanowi opis szpitala powstańczego. „Byłam posługaczką w szpitalu/ bez lekarstw i wody./ Nosiłam baseny/ z ropą, krwią i kałem” – mówi narratorka, a potem po prostu opowiada o umierających żołnierzach, harcerkach, cywilach, starych i młodych. Nie ma w tych wierszach litości dla czytelnika, ich narratorka sama nie zamykała oczu, więc wie, że litość byłaby kłamstwem. Ale nie ma też epatowania potwornością: tak po prostu było, więc tak trzeba opowiedzieć. Oceny i interpretacje są poza samymi obrazami. Powstańczy szpital, miejsce, gdzie odbywają się „krzykliwe rytuały ciała”, jest w istocie pulsującym centrum całej poezji Anny Świrszczyńskiej. Kiedy w wierszach erotycznych, takich jak „Grube jelito”, z którego pochodzi zacytowana fraza, poetka wyznacza w granicach ciała horyzont egzystencji, kiedy w późnych, ekstatycznych wierszach pisze o opuszczaniu siebie samej, o osiąganiu czystości i przejrzystości poprzez ruch i pracę ciała, to zawsze gdzieś w głębi tych świadomych siebie obrazów błyska pamięć o szpitalu: dwadzieścia poszarpanych żołnierskich brzuchów; kobieta bez nogi z włosami jak wodospad; konający żołnierz, któremu trzeba mówić, że jest piękny i będzie żył; gnijąca za życia dziewczyna. Bez tego doświadczenia niemożliwa byłaby skrajna wizja życia i śmierci w ciele, jaką daje Świrszczyńska, ale zarazem bez pracy nad projektem opisania kobiecego ciała jako przestrzeni życia niemożliwe byłoby językowe sprostanie przeżyciu z 1944 r. Próba opisania tego przeżycia – a Świrszczyńska podjęła ją po 30 latach – została przygotowana w poprzednich książkach poetki. Inaczej najdosłowniej nie dałoby się opisać tego doświadczenia, bo przecież język, który istniał, zanim nastąpiło piekło Powstania, nie miał środków, by o nim mówić prawdę, mógł tylko kłamać. Późna twórczość Świrszczyńskiej – tom Szczęśliwa jak psi ogon z 1978 r. oraz pośmiertnie wydane Cierpienie i radość (1985) – to wyjątkowy w naszej literaturze zapis doświadczenia dojrzałości i starości przeżywanych z pełnym zaangażowaniem, a zarazem w dystansie do siebie i swoich cierpień, w poczuciu prawdziwej wolności. Przeszło 70-letnia kobieta pisze: „Moje ciało, jesteś zwierzęciem,/ któremu przystoi koncentracja i dyscyplina. (…)/ któremu przystoi ambicja./ Stoją przed nami/ wspaniałe możliwości”. Ta poezja nie raczy nas jękiem za utraconą młodością, nie rozpamiętuje minionych rozkoszy, nie boi się śmierci i nie ma żadnych ambicji, by stroszyć się w mądrościowe piórka. Różnica między tonem ostatnich książek Świrszczyńskiej a komponowanymi z powagą tomami starych poetów, zwłaszcza mężczyzn, jest tak kolosalna, że znów budzi konsternację. „Ludzie się dziwią:/ – Siwa baba i biega” – pisze Świrszczyńska. Bardzo dużo jest w jej późnej poezji ruchu fizycznego, gimnastyki, jogi, wędrówek górskich, seksu, pracy fizycznej. Cielesność staje się wyzwoleniem, odkrywaniem przestrzeni życia, którą ludzie przed sobą zamykają. Dlatego ideałem szczęścia staje się pies: „co nie boi się biegać/ dalej niż inne”. Życie to celebrowanie psa w sobie: stania na czworakach, silnych szybkich nóg, biegu, „grubienia z rozkoszy”, ziewania, przeciągania się, chrapania. „Niestety szczekać nie potrafię” – notuje z żalem poetka, która „zjada (…) swój kompleks niższości wobec psa”. POSKRAMIANIE ZŁOŚNICY Świrszczyńska to wyzwanie, bo dyskretnie, niegłośno, ale jednoznacznie i niezależnie mówi swoje. Dlatego jest z nią kłopot, i to nie jeden. Jeśli jest dzisiaj obecna w świadomości czytelników, to w dużej mierze dzięki swojemu rówieśnikowi, Czesławowi Miłoszowi, który od lat 80. ubiegłego wieku gorliwie promował jej twórczość w Polsce i USA. Żadnemu innemu polskiemu autorowi – ani Herbertowi, ani Różewiczowi, ani Watowi – nie poświęcił Miłosz tak licznych i różnorodnych tekstów: z opracowaniem całości poezji w edycji PIW-u, dwoma tomami przekładów na angielski, opatrzonych komentarzami, wierszem „O tłumaczeniu Anny Świrszczyńskiej na wyspie Morza Karaibskiego”, wreszcie książką biograficzną „Jakiegoż to gościa mieliśmy”… Pisze Miłosz: „Ciągła rewizja kanonu zaprasza nieraz do tego budynku osoby niespodziewane. Moje staranie o wprowadzenie tam poetki mego pokolenia uzasadniam moim podziwem, bo, zaiste, odwiedził nas gość niezwykły (…) bronię jej, bo jestem w niej (niemal) zakochany”. Zasługa Miłosza jest niepodważalna, ale nie bezdyskusyjna. Warto zapytać: dlaczego Świrszczyńska jest niespodziewanym gościem w budynku kanonu literackiego? Dlaczego to Miłosz miałby ją tam wprowadzać? Czy nie może wejść o własnych siłach? Czy podziw Miłosza to warunek zaistnienia w kanonie? Co dokładnie Miłosz podziwia? Jeżeli stawia jej pomnik, to jak go projektuje i z czego rzeźbi? Dokonana przez Miłosza lektura poetki (nie tylko zresztą tej poetki) odkształca obraz, jaki jawi się, kiedy z Miłoszowskiego obiektywu zrezygnować. Miłosz czyta Świrszczyńską w wymiarze swoistego skandalu obyczajowego („całkiem otwarcie pisze o zmienianiu mężczyzn, pierwsza bodaj wśród poetek polskich nie żenuje się mówić o orgazmie”), ale to tylko pretekst, podniecający, lecz nie satysfakcjonujący. W jego ramach mieści się chyba dość żenująca paralela z Telimeną, „najciekawszą – czytamy – postacią kobiecą w literaturze polskiej”, komiczną, bo prezentującą „zbyt jawną samiczość”, a to wśród mężczyzn budzi popłoch… W istocie interpretacja Miłosza to swoiste „poskromienie złośnicy” (to skądinąd cytat z wiersza poetki). Feministka? Tak, ale „Świrszczyńska była feministką w sensie innym, niż to wynika z jakichkolwiek teorii. Po prostu kierowała się obserwacją i współczuciem”, a ów „feminizm współczucia” nie ma nic wspólnego z „importowaną z Zachodu modą”. Miłosz unieszkodliwia projekt poezji skupionej na kobiecej podmiotowości, umieszczając go w tradycyjnych, romantyczno-pozytywistycznych kategoriach właściwej kobietom wrażliwości na krzywdę. Separuje także Świrszczyńską – i samego siebie – od rzeczywistości z jej wierszy, bowiem, jak zaznacza, zawierają one obraz „stosunków rodzinnych wśród robotników i chłopów”, a poetka (inteligentka) pochyla się nad ofiarami brutalności mającej źródło „w wielowiekowych nawykach” i tysiącletniej historii polskiego alkoholizmu. Miłosz nie widzi zatem skandalu, nie dostrzega u Świrszczyńskiej radykalnego gestu szukania człowieczeństwa w cierpieniu, wystarcza mu kwalifikacja klasowa. Podobnie rozbrojone zostają wiersze porodowe: „W swoich opisach ta poetka stosuje hiperbolę, czyli świadomą przesadę dla efektu (…) zapewne nie każdy poród trwa dwadzieścia godzin, choć przymiotnik »zwykły« w tytule został celowo wybrany, jakby po to, żeby zaprzeczał”. Miłosz ma estetyczną trudność również z lekturą wierszy powstańczych. Bardziej zajmuje go technika miniatury prozą w cyklu „Wojna” z lat 40., skupienie się na detalu i staranna obróbka kompozycyjna scen wojennego koszmaru. Pisząc o tomie Budowałam barykadę stosuje unik, dosłownie wycofuje się z omówienia samych wierszy, a nawet ostrzega przed ich lekturą: „Nagromadzenie obrazów piekła w tym zbiorze wykracza poza wytrzymałość czytelnika i każe zapytać, czy nie są tu pogwałcone zasady, dzięki którym literatura jest literaturą”. Na dowód przywołuje cały szereg opisów wojny: od Iliady przez Wojnę żydowską Józefa Flawiusza po pamiętniki żołnierza spod Verdun i Na zachodzie bez zmian Remarque’a. Wszystkie, zaznaczmy, napisane przez mężczyzn, a w żadnym nie znajduje porównania dla opisów Świrszczyńskiej. Gdzie indziej Miłosz nazywa ją „urzekającą istotą, elfem może albo Rozalindą i Mirandą Szekspira”, a przecież elfy nie noszą basenów z krwią i ropą… Miłosz nie godzi się jednak przede wszystkim z tym, że poezja Świrszczyńskiej rozgrywa się w przestrzeni ciała i obywa się bez istnienia drugiego świata. Interpretator przeczy płynącym z tych wierszy sygnałom, że póki się żyje, można wyjść z siebie i wrócić do siebie przez bramę ciała, ale po śmierci trzeba będzie do niego już na zawsze powrócić, by stać się jedynie „zgorzelą grubego jelita”. To dla Miłosza nieprzyzwoite. Tam, gdzie Świrszczyńska mówi „ciało”, Miłosz uparcie czyta „dusza”. Nazywa ją „poetką metafizyczną” (dodaje: stojącą na głowie, a więc jednak jakby nie całkiem poważną…), dopisuje do polskiej szkoły poezji, przekonuje, że choć była agnostyczką, nie wspominała o chodzeniu do kościoła, otwarcie pisała o wielu mężczyznach w swoim życiu, „to jej świat ekstazy i cierpień, żarliwych szeptów i hymnów na chwałę istnienia na pewno nie mieści się w tym, co nazywamy materią, fysis, czyli rozciąga się meta, uczestniczy w wielkim oceanicznym Wszystkim”. A to w konsekwencji pozwala na lekceważenie owej „physis”, potraktowanie jej jako przygodności, przejściowego stanu, na odmówienie znaczenia szczęściu psiego ogona i zachwytowi zjadania “swojej kromki szczęścia”. Taka lektura Świrszczyńskiej nie może się powieść… MOJE CIAŁO MUSUJE Ucieszył mnie wydany parę tygodni temu skromny tomik wierszy Świrszczyńskiej Kona ostatni człowiek, w wyborze i opracowaniu Konrada Góry. Świrszczyńską trzeba koniecznie czytać na nowo, z nową wrażliwością i wyczuleniem na inne niż Miłosz konteksty. Tak z pewnością jest w tej książeczce, którą otwiera „Kołysanka” i pięć innych wierszy z Czarnych słów. Od mocnych wierszy z tomów “Wiatr” i “Jestem baba” oddziela je wiersz tytułowy oraz rzadko przedrukowywany (moim zdaniem nie bez racji) utwór „Pamięci Che Guevary”. Jest dziesięć z blisko setki wierszy powstańczych, jednak bez tych najbrutalniej cielesnych, tak że w efekcie powstaje wrażenie większego zdystansowania i jakby zarys oceny. Wybór wierszy późnych to mieszanka ekstazy i obrzydzenia ciałem („Mówię do siebie, ty ścierwo”) oraz parę obrazków z cyklu o rodzicach, których znaczenie mocno podkreślał także Miłosz. To bardzo piękne wiersze, tym ciekawsze, że poetka zajęła się trudnym dzieciństwem przeżytym w nędzy dopiero na starość, jakby wtedy odszukała język do wyrażenia tych wczesnych doświadczeń. Gorset nałożony przez koncepcję serii (tylko 44 wiersze!) pozostawia silne poczucie niedosytu. Marzy mi się nowe wydanie poetyckiej twórczości Anny Świrszczyńskiej. Każdy wybór – zwłaszcza tak ograniczony – budzi oskomę, ale zarazem daje fałszywe świadectwo. To jest rodzaj poezji, który się czyta najpierw na tomiki, a dopiero potem, powtórnie, na pojedyncze wiersze: konsekwentny, stopniowo się wyłaniający, skromny a imponujący projekt, radykalny eksperyment językowy i – jakkolwiek to zabrzmi – poezja autentycznie dotykająca doświadczenia życiowego, kobiecego doświadczenia. I nie zgadzam się z opinią, którą niedawno usłyszałam z ust pewnego poety: że wybór wierszy Świrszczyńskiej może zrobić tylko mężczyzna. Marzy mi się obszerny tom Świrszczyńskiej złożony przez kobietę, która wie, co to znaczy: „Piorę, piorę, płuczę, wyżymam,/ jak moje babki i prababki”, wie, że „kopanie ziemniaków / wzbogaca intelekt”, i może powiedzieć: “Moje ciało musuje, / myślę ciałem, które musuje”. Recenzja została opublikowana w „Tygodniku Powszechnym” 2013, nr 35. Dziękujemy redakcji za wyrażenie zgody na przedruk. O AUTORZE Magda Heydel Tłumaczka i krytyczka literatury. Redaktorka naczelna pisma „Przekładaniec”, poświęconego problematyce translatologicznej. Wykłada na Wydziale Polonistyki UJ. Opublikowała monografie Obecność Eliota w literaturze polskiej (2002) i Gorliwość tłumacza. Przekład poetycki w twórczości Czesława Miłosza (2013) oraz wraz z Piotrem Bukowskim opracowała antologie Współczesne teorie przekładu (2009) i Polska myśl przekładoznawcza (2013). W roku 2015 ukazał się pod jej redakcją tom Przekłady poetyckie wszystkie Czesława Miłosza i zbiór Poetki z Wysp z przekładami wierszy autorek brytyjskich, który przygotowała z Jerzym Jarniewiczem. Współautorka festiwalu „Odnalezione w tłumaczeniu 2015”. Ma w dorobku przekłady Josepha Conrada, Virginii Woolf, Seamusa Heaneya, Teda Hughesa, Dereka Walcotta, Anne Fadiman, Roalda Dahla, Charlesa Simica i Roberta Hassa. Członkini PEN Clubu, członkini honorowa Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury. powiązania TEKSTY O KSIĄŻCE Opowieść o pustym koszu (czyta Konrad Góra)dzwieki / RECYTACJE Anna Świrszczyńska Konrad Góra Wiersz z tomu Kona ostatni człowiek, zarejestrowany podczas spotkania “44. Poezja Polska od nowa” na festiwalu Port Wrocław 2014. WIĘCEJ Wiersze dla gorszego samopoczuciarecenzje / ESEJE Dawid Kasiarz Recenzja Dawida Kasiarza z książki Kona ostatni człowiek Anny Świrszczyńskiej w wyborze Konrada Góry. WIĘCEJ Najgorszy jest język (fragment)recenzje / ESEJE Konrad Góra Fragment posłowia Konrada Góry do wyboru wierszy Anny Świrszczyńskiej Kona ostatni człowiek. WIĘCEJ Dać się ponieśćrecenzje / ESEJE Anita Jarzyna Recenzja Anity Jarzyny z książki Kona ostatni człowiek Anny Świrszczyńskiej w wyborze Konrada Góry. WIĘCEJ Mój kraj - Polska cz. 2. Dziś na zajęciach: - pośpiewamy piosenki o Polsce i jej mieszkańcach Piękna nasza Polska cała - tekst. 1. Piękna nasza Polska Jak szczęśliwa Polska cała W niej Maryi kwitnie chwała Od Bałtyku po gór szczyty Kraj nasz płaszczem Jej okryty Ref. Matko Boska, Królowo Polska O Pani nasza Częstochowska W Częstochowie tron swój wzniosła Wielka, można i wyniosła Lecz najczulsza z matek ziemi Cierpi razem z dziećmi swemi Do Twych stóp się Polska ściele W Jasnogórskim Twym kościele Skąd opieka na kraj płynie Z Tobą Polska nie zaginie Tam swych łask rozsiewa zdroje Leczy duszy niepokoje Każdy smutek i cierpienie Znajdą u Niej ukojenie. Ta Królowa ukochana Nam od Boga Matką dana Zawsze przyjmie i pocieszy Zawsze na ratunek spieszy Kiedy ból nam duszę zgina Ona u stóp Boga Syna Prośbą się za nami wstawi Wyrwie z serca cierń, co krwawi Gwiazdą lśni nam w cieniu życia Zorzą szczęścia na błękicie Niźli zorza promienistsza Niż aniołów chóry czystsza Nam za wszystkie skarby stanie Jasnogórskie Jej władanie Wszak świat cały nam zazdrości Jej opieki i miłości

Świerczek ( Swirczek [1], Swierszczek [2]) – herb szlachecki, jeden z najstarszych polskich herbów. Według najczęściej cytowanej w dawnych publikacjach opinii Bartosza Paprockiego, herb ten przybył do Polski z Grecji [3]. Występował głównie na terenie województwa poznańskiego [4], ziemi krakowskiej [5] i w mieście Kowno [4].

Tekst Pieśni: Jak szczęśliwa Polska cała Jak szczęśliwa Polska całaW niej Maryi kwitnie chwała,Od Bałtyku po gór szczyty,Kraj nasz płaszczem Jej okryty. Matko Boska, Królowo Polski,O Pani nasza Częstochowska 2x. W Częstochowie Tron swój wzniosła,Wielka, można i wyniosła;Lecz najczulsza z matek ziemi,Cierpi razem z dziećmi swymi. Matko Boska, Królowo Polski,O Pani nasza Częstochowska 2x. Ta Królowa ukochana,Nam od Boga Matką dana,Zawsze przyjdzie i pocieszy,Zawsze na ratunek spieszy. Matko Boska, Królowo Polski,O Pani nasza Częstochowska 2x. Kiedy ból nam dusze zgina,Ona u stóp Boga Syna,Prośbą się za nami wstawi,Wyrwie z serca cierń, co krwawi. Matko Boska, Królowo Polski,O Pani nasza Częstochowska 2x. Nam na wszystkie skarby stanieJasnogórskie Jej władanie,Wszak świat cały nam zazdrości,Jej opieki i miłości. Matko Boska, Królowo Polski,O Pani nasza Częstochowska 2x. Wykonanie Pieśni: Jak szczęśliwa Polska cała Jasna Góra, – czuwanie nocne miasta Piotrkowa organach gra Konrad Michał Braun Parafia Matki Bożej Częstochowskiej Poznań – Naramowice Matki Bożej Częstochowskiej – Odpust ParafialnyMszy św. przewodniczył Napierała -Biskup Senior Archidiecezji Kaliskiej Dziękuję, że jesteś z nami, jeśli podoba Ci się to co robimy, wesprzyj nas, zobacz również nasz kanał na Youtube i kliknij subskrybuj. Zobacz również listę pieśni i modlitw, a także przyjrzyj się bliżej Świętym i Błogosławionym. Tworzenie treści i filmów wymaga środków finansowych. Rozwój strony www i kanału youtube – to nasze główne wydatki. Nasze plany są bardzo bogate, a ich realizacja stanie się możliwa jedynie dzięki uzyskaniu stabilnego źródła finansowania. Nie dostajemy pieniędzy - działamy dzięki wsparciu naszych czytelników, dzięki Tobie. Ku Świętości Redakcja Listen to Jak szczesliwa Polska cala on the English music album Piesni maryjne na trabki by Maksymilian i Zygmunt Rozum, only on JioSaavn. Play online or download to listen offline free - in HD audio, only on JioSaavn. “Bądź szczęśliwa” jest pierwszym, ale nie ostatnim singlem Łukasza Kowalskiego. Artysta zamierza wydawać kolejne piosenki, które w przyszłości złożą się na cały album. Do debiutanckiego utworu powstał Kowalski to debiutant, który po wielu latach śpiewania zdecydował się postawić na własną twórczość, czego efektem było nagranie utworu “Bądź szczęśliwa”. To czytelna, klasycznie piosenkowa forma muzyczna, z wyraźnym podziałem na zwrotki i refren. Na pierwszy plan wysuwa się miękka melodyka, w której znaczące miejsce zajmuje wokal samego artysty. To jakby propozycja skrojona pod wrażliwość Łukasza (zresztą jest on współkompozytorem piosenki). Artysta stawia na prostotę i czytelny przekaz, przez co tekst staje się odzwierciedleniem jego faktycznych materiały prasoweI właśnie dzięki temu, ta propozycja wygrywa szczerością, ale też jasnym przesłaniem. Wokalista nie stara się eksponować ogromnej oryginalności, gdyż ważniejsze dla niego jest nawiązanie bezpośredniego kontaktu z odbiorcą. W takiej formie stara się mu wysłać czytelny komunikat, który dodatkowo podkreśla dobra realizacja teledysku. Przy jednoczesnym zaangażowaniu od strony twórczej i wokalnej, to jest wystarczające, żeby odnieść artystyczny sukces. Oczywiście jest to propozycja, która trafi do określonego grona słuchaczy, a jej bezpretensjonalność staje się dowodem na to, że warto realizować własne marzenia. Szczególnie jeśli ma się pomysł na zobrazowanie tego, co ma się do powiedzenia. Łukasz Kowalski zdecydował się pokazać swój talent w popowej balladzie (szlachetności dodają instrumenty smyczkowe) z klarownym tekstem, eksponując w sposób wyważony własne możliwości wokalne. I tym wygrywa.*****“To mój debiutancki utwór! Posłuchajcie i dajcie znać, jak go odbieracie. Jeśli Wam się podoba lajkujcie, subskrybujcie, komentujcie i udostępniajcie innym. Koniecznie podkręćcie głośniki i lecimy! Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do powstania tej piosenki i teledysku: Agacie Mojżuk, Darkowi Boćwińskiemu, Adamowi Marzyńskiemu i Ani Naliwajko.” – jak informuje Łukasz KowalskiPiosenka “Bądź szczęśliwa” opowiada o szczęściu, radości, miłości, oddaniu i szacunku, czyli wartościach, które coraz trudniej znaleźć w obecnym świecie. Utwór zachowany jest w stylistyce popowej ballady z bardzo osobistym Kowalski – jest muzykiem z zamiłowania, a z zawodu nauczycielem matematyki. Ponad 10 lat temu, po raz pierwszy zetknął się ze śpiewem, który stał się bardzo ważną częścią jego życia. “Bądź szczęśliwa” to debiutancki singiel artysty, który zapowiada jego cały album, nad którym Łukasz obecnie pracuje. *****Słowa – Agata Mojżuk Muzyka – Dariusz Boćwiński, Łukasz KowalskiProdukcja/Mix/Mastering – Dariusz Boćwiński Video – okładka singla
Jak W Czę - Ta Kie - Nam szczę - sto - Kró - dy na śli - cho - lo - ból wszy - wa wie wa nam stkie. j œ j #œ œ œ. a. Po - tron u - du - ska - lska swój ko - sze rby ca - wznio - cha - zgi - sta - ła, sła, na, na, nie. & œj j œ œ. J œ.
Dyskografia – Modlitwa o Wyspy Szczęśliwe Lista utworów: Modlitwa o Wyspy Szczęśliwe Wytwórnia: Show Time Music ProductionData wydania: 2021Nośnik: singiel cyfrowy Skład:Marta Cugier – śpiewGrzegorz Stróżniak – śpiew, instrumenty klawiszowe, LIDERŁukasz Luki Kulczak – gitaraPaweł Kosa Kosicki – basBartek Krawczak – perkusja Pierwszy singiel z jubileuszowej płyty zespołu LOMBARD 40/40. Jak podkreślają twórcy utworu Marta Cugier – autorka tekstu, Grzegorz Stróżniak – kompozytor, „Modlitwa o wyspy szczęśliwe” to hołd złożony życiu. Rodzaj modlitwy, prośby o szczęście i niekończącą się miłość. To umiłowanie przyrody, która jest niezwykłym darem. Piosenka inspirowana jest pięknem Powiatu Międzychodzkiego, gdzie od 10 lat wspólnie mieszkają i tworzą wokaliści Lombardu. Tutaj, w Krainie 100 jezior nad wijącą się rzeką Wartą, wśród pól i lasów powstaje obecnie teledysk do utworu. Poetycki tekst w połączeniu z bogatym lombardowym aranżem robi duże wrażenie. Utwór z każdą częścią narasta, budując emocje. Marta Cugier zaprezentowała pełne spektrum możliwości swojego zachrypniętego, charakterystycznego wokalu od szeptu po rockowe wołanie. Grzegorz Stróżniak posługuje się pełnym bogactwem instrumentów klawiszowych, których zwieńczeniem jest charakterystyczne dla Lombardu syntezatorowe solo. Utwór osadzony jest na solidnej sekcji rytmicznej. Perkusista Bartek Krawczak i basista Paweł Kosa Kosicki nadają utworowi odpowiedni groove, wzbogacając puls znakomitymi basowymi pochodami. Gitarzysta Łukasz Luki Kulczak zachwyca zagrywkami i riffami, których dopełnieniem jest przepiękne gitarowe solo przywołujące na myśl najlepsze czasy w polskiej muzyce. Zespół Lombard brzmi znakomicie. Za dźwięk, tak na płytach zespołu Lombard jak i na koncertach, od 15 już lat odpowiada realizator Mirek Wdowczyk. Grafikę okładki singla stanowi obraz realizmu magicznego Arkadiusza Dzielawskiego „Między niebem a ziemią” w opracowaniu graficznym Marty Cugier. „Modlitwa o wyspy szczęśliwe” to poruszająca ballada rockowa dedykowana mieszkańcom małych ojczyzn w całej Polsce, które od początku swojej kariery zespół Lombard odwiedza koncertując, a koncertów w swojej karierze zagrał ponad 2500, najwięcej w ostatnim 20-leciu.
\njak szczęśliwa polska cała tekst
Ale kto, jak Mazur właśnie, Wioząc, z konia bicem tsaśnie, Kiedy jedzie do Warsęgi, Mówią wsyscy: Mazur tęgi! Tęgi Mazur wej w pokoju, Lec się psyda i do boju, Znane w Polsce kosyniery, I do boju Mazur scery; Gdy do kosy się psyłozy, Tnie Moskala, jak gniew Bozy. Dana, dana, dana, dana, Za ojcyznę miła rana! Prędzej zginą zeki Sklep Audiobooki i Ebooki Muzyka mp3 Religijna Mix Maryjny: Chwalcie łąki umajone, Jak szczęśliwa Polska cała, Grybowska pani Oceń produkt jako pierwszy Czas trwania: 00:02:02 Data premiery: 2017-03-31 Oferta : 3,99 zł 3,99 zł Produkt cyfrowy Opłać i pobierz Posłuchaj i kup Posłuchaj i kup Tytuł utworu Czas trwania Cena 1. Mix Maryjny: Chwalcie łąki umajone, Jak szczęśliwa Polska cała, Grybowska pani 02:02 3,99 zł Dane szczegółowe Dane szczegółowe Tytuł: Mix Maryjny: Chwalcie łąki umajone, Jak szczęśliwa Polska cała, Grybowska pani Wykonawca: Zespół Massuana - Tomasz Dorniak Autor tekstu: Tekst tradycyjny Kompozytor: Kompozycja tradycyjna Dystrybutor: Soliton Gatunek: Gospel Data premiery: 2017-03-31 Rok wydania: 2016 Format: MP3 Recenzje Recenzje Zobacz także Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też Podobne do ostatnio oglądanego Jak szczęśliwa Polska cała - pieśń, tekst, wykonanie. 1 kwietnia 1656 roku miały miejsce śluby lwowskie – król Jan Kazimierz po zakończeniu oblężenia Jasnej Góry ogłosił Maryję królową Korony Polski. Tytuł ten Maryi nie został nigdy odebrany, więc po dziś dzień Matka Boża jest formalnie Królową Polski.

“Bądź szczęśliwa” jest pierwszym, ale nie ostatnim singlem Łukasza Kowalskiego. Artysta zamierza wydawać kolejne piosenki, które w przyszłości złożą się na cały album. Debiutancki utwór jest pierwszym nagranym profesjonalnie, do którego powstał materiały promocyjne“To mój debiutancki utwór! Posłuchajcie i dajcie znać, jak go odbieracie. Jeśli Wam się podoba lajkujcie, subskrybujcie, komentujcie i udostępniajcie innym. Koniecznie podkręćcie głośniki i lecimy! Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do powstania tej piosenki i teledysku: Agacie Mojżuk, Darkowi Boćwińskiemu, Adamowi Marzyńskiemu i Ani Naliwajko.” – jak informuje Łukasz KowalskiPiosenka “Bądź szczęśliwa” opowiada o szczęściu, radości, miłości, oddaniu i szacunku, czyli wartościach, które coraz trudniej znaleźć w obecnym świecie. Utwór zachowany jest w stylistyce popowej ballady z bardzo osobistym Kowalski – jest muzykiem z zamiłowania, a z zawodu nauczycielem matematyki. Ponad 10 lat temu, po raz pierwszy zetknął się ze śpiewem, który stał się bardzo ważną częścią jego życia. “Bądź szczęśliwa” to debiutancki singiel artysty, który zapowiada jego cały album, nad którym Łukasz obecnie pracuje. *****Słowa – Agata Mojżuk Muzyka – Dariusz Boćwiński, Łukasz KowalskiProdukcja/Mix/Mastering – Dariusz Boćwiński Video – okładka singla

Z kart Ewangelii możemy f36 Józef, który mówił czynami dowiedzieć się, na czym polegały obowiązki Józefa jako ojca Jezu- sa. Zbawienie, które dokonało się przez człowieczeństwo Jezusa, realizowało się poprzez gesty codziennego życia rodzinnego. Jed- nak wszystko w ziemskim życiu Jezusa dokonywało się zgodnie 7 z planem Zakończony przed paroma dniami różańcowy miesiąc październik, zbliżające się Święto Niepodległości, wreszcie ważny moment dla polskiej państwowości – wybory parlamentarne i tworzenie nowego rządu. Te wszystkie okoliczności powodują, że polscy katolicy powinni jeszcze raz poważnie zastanowić się nad swoją postawą wobec Ojczyzny i Jej Królowej – Najświętszej Maryi Panny. Matka Boża Łaskawa ze Lwowa – to przed tym obrazem Jan Kazimierz składał śluby w 1656 r. (fot. Wikimedia Commons) Zapewne przyzwyczailiśmy się już do tytułowania Maryi Królową Polski – powtarzamy to wezwanie w litanii loretańskiej, apelu jasnogórskim tudzież w pieśniach, jak „Z dawna Polski Tyś Królową”, „Matko Tyś Naród polski” czy „Jak szczęśliwa Polska cała”. Czy jednak zdajemy sobie sprawę z powagi słów, które wtedy wypowiadamy? Konkretnie – czy rozumiemy, co to znaczy, że Maryja jest Królową Polski i jakie z tego wynikają konsekwencje? Wiadomo, kim był król – koronowanym władcą, któremu poddani byli winni posłuszeństwo. Najświętsza Maryja Panna została ogłoszona Królową Polskej Korony oficjalnym dekretem króla Jana Kazimierza, a więc najwyższego ówcześnie władcy Polski. Dekret ten po dziś dzień nie został odwołany, co oznacza, że tytuł Królowej Polski nie jest tylko poetyckim sposobem określania Maryi czy rodzajem kultu religijnego, ale formalnym tytułem państwowym. To z kolei nakłada na Polaków szczególny obowiązek obrony Kościoła Katolickiego i szerzenia w świecie dobra oraz prawdy – czyli bycia posłusznymi swojej Królowej. Takie są, w skrócie, konsekwencje ślubów lwowskich z 1656 r. [heading style=”subheader”]Jak to się zaczęło?[/heading] Wszystko zaczęło się jednak wcześniej – początek kultu Maryi Królowej Polski związany jest z osobą włoskiego misjonarza, jezuity Giulio Mancinellego. Pomiędzy rozlicznymi podróżami misyjnymi zawitał on również do stolicy Królestwa Polskiego – Krakowa – gdzie po raz pierwszy zetknął się z polskością i Polakami. Nie wiedział jeszcze, jak ważną rolę odegra w historii naszego Narodu. W 1608 r., gdy przebywał w Neapolu, miał usłyszeć od Maryi następujące słowa: [blocktext align=”center”]A czemu mnie Królową Polski nie zowiesz? Ja to królestwo wielce umiłowałam i wielkie rzeczy dlań zamierzam, ponieważ osobliwą miłością ku Mnie pałają jego synowie.[/blocktext] Objawienie miało się powtórzyć jeszcze w dwa lata później, gdy modlił się w katedrze na Wawelu, i po raz trzeci w 1617 r. Treść objawień, rozpowszechniana początkowo przez kanclerza wielkiego litewskiego Albrechta Radziwiłła i św. Andrzeja Bobolę, zainicjowała kult Maryi jako Królowej Polski. Nasilenie kultu nastąpiło 40 lat później, jako skutek doświadczenia potopu szwedzkiego i heroicznej obrony Jasnej Góry, która stała się punktem zwrotnym polsko-szwedzkiej wojny. Od Śluby Lwowskie (fot. Wikimediaoblężenia częstochowskiego klasztoru rozpoczęła się nie tylko militarna, ale również moralno-patriotyczna odnowa Polaków – doskonałym symbolem jest tu postać Kmicica z kart Potopu. Szybko zdobywająca popularność opinia o wstawiennictwie Maryi jako przyczynie odrodzenia Polski wpłynęła na decyzję króla Jana Kazimierza. [heading style=”subheader”]Śluby Lwowskie, czyli koronacja[/heading] Śluby Lwowskie – fragment obrazu Jana Matejki (fot. Wikimedia Commons) 1 kwietnia 1656 r. – w kilka miesięcy po końcu oblężenia Częstochowy – król Polski Jan Kazimierz, w obecności biskupów, legata papieskiego i senatorów publicznie ogłosił Maryję Królową Korony Polskiej. Uroczystość miała miejsce we Lwowie, przed obrazem Matki Boskiej Łaskawej, dlatego to epokowe wydarzenie nazwane zostało ślubami lwowskimi. Tekst ślubów, którego autorem był św. Andrzej Bobola, rozpoczynał się od słów: [blocktext align=”center”]Wielka człowieczeństwa Boskiego Matko i Panno! Ja, Jan Kazimierz, Twego Syna, Króla królów i Pana mojego, i Twoim zmiłowaniem się król, do Twych Najświętszych stóp przychodząc, tę oto konfederacyję czynię: Ciebie za Patronkę moją i państwa mego Królową dzisiaj obieram. [/blocktext] [heading style=”subheader”]Królowanie[/heading] Od tej pory Maryja stała się szczególną patronką, wzywaną w ważnych momentach dziejowych przez swoich poddanych. Była przy naszych przodkach jako Królowa, gdy niektórzy słabsi królowie XVII i XVIII wieku przyczyniali się do upadku Rzeczpospolitej. Była na sztandarach konfederatów barskich, którzy szli do boju śpiewając: Boć nie nowina Maryi puklerzem, zastawiać Polskę, wojować z rycerzem. Była wzywana w gorących modlitwach Polaków pozbawionych swojego państwa, kobiet opłakujących swoich mężów, ojców i synów. Jej imię dźwięczało na polach bitew powstań XIX wieku, w dalekiej tajdze syberyjskiej, także całej Europie i Ameryce – wszędzie tam, gdzie przebywali Polacy, tęskniąc do utraconej Ojczyzny. Patrzyła z wysokości nieba, jak Jej poddani podnoszą się z kolan i odzyskują niepodległość. Jej zawierzał losy odrodzonego państwa polskiego prymas August Hlond, Ona inspirowała św. Maksymiliana Kolbe do pracy ewangelizacyjnej. Do Niej wzdychali polscy żołnierze na wszystkich frontach II wojny światowej, Polacy mordowani w niemieckich i rosyjskich obozach zagłady, wygnani na Kazachstan i Syberię, zabijani strzałem w tył głowy w lesie katyńskim. Jej imienia wzywali żołnierze niezłomni, katowani w więzieniach UB. Jej zawierzył całkowicie prymas tysiąclecia – Stefan kard. Wyszyński – który w 1956 r. odnowił śluby lwowskie Jana Kazimierza, w zniewolonej i już bez Lwowa Polsce. Jej w opiekę oddał się św. Jan Paweł II, doprowadzony przez Nią na tron św. Piotra w Rzymie, do Niej modlił się także bł. Jerzy Popiełuszko, na którego pogrzebie zabrzmiała pieśń: „O Królowo polskiej Korony, Wolność, Pokój, Miłość racz dać, By ten Naród, boleśnie gnębiony, odtąd wiernie przy Tobie mógł trwać”. [heading style=”subheader”]We współczesnej Polsce[/heading] Stefan kard. Wyszyński (fot. Wikimedia Commons) Maryja jest przy nas również obecnie, pomagając swoim dzieciom w codziennym życiu i ważnych decyzjach. Czy jednak potrafimy być Jej poddanymi? A zanim odpowiemy na to pytanie, trzeba się zastanowić nad innym – co to znaczy być poddanym Maryi? Za twórcę współczesnej postawy patriotycznej Polaka-Katolika uważa się najczęściej kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia, który w trudnych czasach komunistycznych prowadził polski Kościół i walczył o jego prawa. To właśnie on odnowił śluby lwowskie w ich trzechsetną rocznicę, potwierdzając, jako wyraziciel woli olbrzymiej części Narodu, chęć poddania się przez Polaków opiece i władzy Matki Bożej. Najlepszym streszczeniem jego nauczania, a zarazem odpowiedzią na pytania z początku tego akapitu jest tekst ślubów jasnogórskich z 1956 r. W tekście znajdujemy konkretne postulaty: życia w stanie łaski uświęcającej, ochrony życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci, stania na straży nierozerwalności małżeństwa, katolickiego wychowania młodzieży, sprawiedliwości społecznej, walki z pijaństwem, rozwiązłością, lenistwem i lekkomyślnością, czyli pokrótce program moralnej odnowy Polski. Brzmi znajomo? Dla większości na pewno tak, bo słyszymy o tym często w kościele tudzież katolickich mediach. Ale co robimy, żeby wprowadzić nauczanie kard. Wyszyńskiego w życie naszego narodu? To już pewnie sprawa na poważniejszą refleksję (nawiasem mówiąc, potrzebną każdemu z nas). A przecież śluby jasnogórskie, tak samo jak lwowskie, nie były ślubami króla, kardynała, episkopatu, szlachty czy nawet Kościoła, ale Narodu. Co to oznacza? Dokładnie tak – każdy z nas jest obowiązany ich przestrzegać. I to nie tylko dlatego, że ktoś kiedyś tak wymyślił, ale dlatego, że jest to najlepsza recepta na zdrowe państwo i Naród. A uzdrowienie Polski, jak wiemy, musi się rozpocząć od uzdrowienia Polaków, czyli również Ciebie i mnie. Co zatem robić? Myślę, że dla każdego to już kwestia sumienia. Od siebie dodałbym tylko, że kard. Wyszyński raczej nieprzypadkowo umieścił dbanie o częstą spowiedź na pierwszym miejscu. Od tego zaczyna się bowiem higiena duszy i sumienia, która dopiero umożliwia właściwe podejście do dalszych punktów. Tak więc dobrym miejscem na rozpoczęcie odnowy Narodu jest konfesjonał – nawet, jeśli jesteś VIP-em i masz duży wpływ na któreś z pozostałych postanowień ślubów jasnogórskich. A co dalej? Może jako inspirację podlinkuję jeszcze stronę z nauczaniem kard. Wyszyńskiego. Czegóż więcej trzeba? Do dzieła, i życzmy sobie nawzajem wytrwałości! Student, animator Ruchu Światło-Życie, „trydenciarz”. Życzę owocnej lektury i zapraszam do dyskusji w komentarzach :)
Jak szczęśliwa Polska cała. 1. Jak szczęśliwa Polska cała, w niej Maryi kwitnie chwała, od Bałtyku po gór szczyty kraj nasz płaszczem Jej okryty.Refren:[…] Uczcijmy wspólnym hymnem. 1. Uczcijmy wspólnym hymnem męczennika, co swoją zacną krwią użyźnił Chiny, a rosa jego dobrodziejstw przenika wszystkie krainy.2. Bo Pan,[…]

CAŁA POLSKA CZYTA DZIECIOMDzielenie się swoimi doświadczeniami - Nauczycielki przedszkoli, w tym również naszego dzielą się swoimi doświadczeniami związanymi z akcją czytania i wynikającymi z niej pozytywnymi skutkami wychowawczymi, jakie obserwujemy. Wiersze, piosenki, opowiadania urozmaicają i wzbogacają przedszkolne zajęcia. Codzienne, głośne czytanie to trwały element w naszej pracy dydaktycznej. Dzieci lubią książki, a jeszcze bardziej gdy im się czyta. Codziennie czytamy wybrane przez nich wiersze, bajki, baśnie, opowiadania. Dzieci mają swoje ulubione utwory, swoich ulubionych bohaterów. Czekają na porę , gdy nauczycielka weźmie do ręki książkę, siądzie na stałym miejscu i rozpocznie lekturę. Rodzice naszych dzieci są zadowoleni, że w czasach, gdy króluje telewizja i komputer, uczymy zamiłowania do literatury. Tak więc czytajmy dużo, głośno i wszędzie tam, gdzie tylko nadarzy się okazja. Wspólne lektury przynoszą zadziwiające efekty. Dzieci coraz dłużej potrafią się skoncentrować, wzbogacają swój świat, przeżycia, wrażenia, rozwijają wyobraźnię. Wzrasta zainteresowanie książką, tekstem pisanym, pojawiają się pierwsze próby czytania i zabawy to nie miejsce zajmuje również poezja. W swojej pracy pedagogicznej z dziećmi często sięgamy do zbiorów poezji dziecięcej. Wiersze towarzyszą nam w codziennej pracy, a także w czasie uroczystości, imprez i spotkań. Literatura i poezja inspiruje nas do wszelkich zabaw : ruchowych, plastycznych, muzycznych, inscenizacji i wielu innych. Dzieci starsze fascynuje wymyślanie własnych wierszyków. Układają rymowanki, tworzą wyliczanki, próbują układać krótkie bajki, opowiadania, dialogi. Uczestniczą w przedstawieniach teatralnych, konkursach poetyckich. Codzienny kontakt z książką umożliwiamy poprzez zorganizowanie w salach kącików książek. Urządzamy kąciki w taki sposób, aby stały się ulubionym miejscem zabaw. Są kolorowe i zaciszne. Dzieci wiedzą jak korzystać z książek i w jaki sposób o nie dbać. Miejsca te wyposażamy również w rekwizyty teatralne jak : kukiełki, maski, pacynki, sylwety co umożliwia organizowanie zabaw w teatr oraz przygotowywanie przedstawień na podstawie dowolnych scenariuszy. Często sięgamy do zagadek słownych i obrazkowych, które wszechstronnie rozwijają umysł dziecka. Starsze dzieci zachęcamy do samodzielnego konstruowania gier - opowiadań, których inspiracją są utwory literackie oraz do zabaw dydaktycznych związanych ze słowem np. zabawa w rymy, przeciwności, synonimy itp. Utwory literackie inspirują również do prac plastyczno - konstrukcyjnych. Dzieci malują ilustracje, przedstawiają bohaterów, wykonują pacynki, kukiełki, a niekiedy tworzą własne książki. Aby rozwijać dalsze zainteresowania książką i literaturą organizujemy wyjścia do teatru, biblioteki. W miarę możliwości organizujemy spotkania z aktorami i autorami utworów dla dzieci. Przedstawione propozycje zajęć i zabaw pomagają nam rozwijać zainteresowania literackie dzieci oraz rozbudzać ich wyobraźnię. Systematyczny kontakt z książką przyczynia się do kształtowania umiejętności uważnego słuchania, budzi wrażliwość estetyczną oraz zachęca do podejmowania różnorodnych form się w akcję ,,Cała Polska czyta dzieciom", w mojej grupie (dzieci 5-letnie) nie tylko ja czytam dzieciom codziennie, ale angażuję w to inne osoby. Zachęcając rodziców do czytania dzieciom w domu zaproponowałam tzw. "weekendowe czytanie". Po niedzieli każde dziecko przychodząc do przedszkola przynosi wykonaną przez siebie ilustrację do utworu, z którym zapoznało się pod cza weekendu. W ranku, w kilku zdaniach omawiamy treść, tytuł, autora (kto pamięta), dokonujemy pokazu ilustracji, a następnie składamy rysunki w imiennych teczkach znajdujących się w kąciku książki. W ten sposób tworzymy album pt. "Najpiękniej czyta moja mama i mój tata".Nawiązałam również w tym celu współpracę z Miejską Biblioteką Publiczną, w której korzystamy z czytelni. Tam, zaprzyjaźniona p. kierownik czyta nam bajki w drugą środę każdego miesiąca orac odwiedza nas w przedszkolu uczestnicząc w głośnym czytaniu co drugi czwartek każdego miesiąca czyta dzieciom zaproszony gość. Jest to osoba z najbliższej rodziny dziecka, pani dyrektor, panie dyrektorki z innych przedszkoli, panie nauczycielki z innych grup, starsi koledzy umiejący czytać, osoby ze środowiska miejskiego... Na tę okoliczność przygotowałam repertuar tzw. "Bajki bez przemocy", do których należą utwory pt. "Wiercipiętek" autorstwa Agnieszki i Mateusza Galiców oraz bajki terapeutyczne z cyklu "Przygody misia Mokrej Łapki" autorstwa M. głośne czytanie dzieciom to trwały element w mojej pracy dydaktycznej. Wiersze, piosenki, opowiadania urozmaicają i wzbogacają przedszkolne zajęcia. Dzieci lubią książki, a jeszcze bardziej, gdy się im czyta. Czekają na porę, gdy siądę na tym samym miejscu, wezmę do ręki książkę i rozpocznę lekturę. Wtedy są zadowolone i szczęśliwe. Zadowoleni są rodzice, że w czasach, kiedy króluje telewizja i komputer uczę zamiłowania do lektury. Wspólne lektury przynoszą zadziwiające efekty. Dzieci coraz dłużej potrafią się skupić i skoncentrować, wzbogacają swój świat, rozwijają wyobraźnię, słownictwo itd. Wzrasta zainteresowanie książką, tekstem pisanym, pojawiają się pierwsze próby czytania i zabawy słowami. Codzienny kontakt z książką umożliwiam poprzez zorganizowany, kolorowy, przytulny i zaciszny kącik książki. Stał się on ulubionym miejscem zabaw. To tam układają rymowanki, tworzą wyliczanki, próbują układać krótkie bajki, opowiadania, dialogi. Zdolniejsze zachęcam do samodzielnego układania gier-opowiadań, których inspiracją są utwory literackie oraz do zabaw dydaktycznych związanych ze słowem np. zabawa w rymy, przeciwności, synonimy itp. Dzieci samodzielnie ułożyły regulamin korzystania z niego, wiedzą jak dbać o książki i zgromadzone rekwizyty teatralne jak kukiełki, maski, pacynki, co umożliwia zabawę w teatr według własnych koordynatorem kampanii "Cała Polska czyta dzieciom" współpracuję z Fundacją ABC XXI propagując głośne czytanie dzieciom, a jednocześnie promując moje przedszkole uczestniczę w organizowanych przez fundację konkursach. Dzięki tym działaniom dzieci z Przedszkola nr 2 w Inowrocławiu mają gwarancję dobrej zabawy, pozytywnych emocji i E. Piechocińska-nauczycielka Przedszkola nr2 w Inowrocławiu

.